Ten koncert układa się tak, by zamknąć się wyraźną klamrą – prowadzi nas od początku artystycznej drogi Mieczysława Karłowicza do jej nagłego i tragicznego zakończenia. Don Juan Richarda Straussa, otwierający wieczór, można potraktować jako symbol młodzieńczego etapu jego twórczości – czasu berlińskich studiów, fascynacji nową muzyką i odkrywania własnego języka. Współczesny mu Strauss był dla Karłowicza jednym z najważniejszych twórców jego czasów: imponował mu rozmachem, wyobraźnią i śmiałością orkiestracji. Karłowicz poszukiwał jego dzieł, analizował partytury i świadomie zwracał się ku temu, co nowe.
Dwa kolejne utwory przenoszą nas już do ostatniego okresu jego życia. Smutna opowieść op. 13, ukończona w lipcu 1908 roku, to kompozycja niezwykle przejmująca. Karłowicz nie nakreślił jej szczegółowego programu, jednak w jego wypowiedziach pojawia się wyraźna sugestia, że utwór ukazuje psychologię człowieka stojącego wobec ostatecznej decyzji, toczącego wewnętrzną walkę między pragnieniem życia a narastającą myślą o jego zakończeniu. Muzyka rozwija się powoli, w ciemnej, nasyconej barwie orkiestry, prowadząc do kulminacji o ogromnej sile ekspresji.
Obok tego dzieła pojawia się jeszcze Epizod na maskaradzie – utwór szczególny, bo niedokończony przez Karłowicza i uzupełniony po jego śmierci przez Grzegorza Fitelberga. Materiały znalezione w pokoju kompozytora pozwoliły odtworzyć niemal całą koncepcję utworu. Fitelberg opisywał tę muzykę jako obraz wirującego, rozbawionego tłumu maskaradowego, w którym pojawia się postać ogarnięta tęsknotą i namiętnością, szukająca wśród ludzi kogoś utraconego. Gdy wreszcie ją odnajduje, spotkanie nie przynosi spełnienia – padają słowa: Ja pana nie znam… To, co minęło, nie wróci – zanotowane zresztą jeszcze przez samego Karłowicza na marginesie partytury. Tłum porywa ich dalej, a uczucie pozostaje niespełnione.
Motyw ze Smutnej opowieści stał się później źródłem rozmaitych domysłów i nieporozumień dotyczących tragicznego końca życia samego kompozytora. Przyjaciele Karłowicza stanowczo takie sugestie jednak odrzucali. Podkreślali jego wewnętrzną dyscyplinę i odpowiedzialność – trudno sobie wyobrazić, by człowiek o takiej naturze pozostawił niedokończone dzieło, nad którym właśnie pracował. Wskazywano także na jego silne więzi rodzinne: w sporządzonym 14 listopada 1908 roku testamencie zapisał swój majątek Warszawskiemu Towarzystwu Muzycznemu, nie uwzględniając w nim matki, z którą był niezwykle blisko związany. Gdyby planował swoje przedwczesne odejście, na pewno kształt dokumentu byłby inny.
W kolejnym koncercie festiwalu karłowiczowskiej symfoniki powracają te same motywy – transcendencja i niespełniona miłość. Karłowicz konsekwentnie wracał do tych samych emocji i doświadczeń, jakby próbował je zrozumieć. Interesowało go to, co wykracza poza codzienność – uczucia, które nie dają spokoju i wspomnienia, które powracają.
Posłuchaj fragmentów utworów, które zagramy podczas tego koncertu:
SZCZEGÓŁY
KARŁOWICZ FEST | Epizod na maskaradzie
17-12-2026 19:00

Sala symfonicznaFilharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie
ul. Małopolska 48
70-515 Szczecin